wtorek, 17 maja 2011

nie wiem o co chodzi

kiedys bylam zakompleksiona, problemowa i niesmiala. nie mialam wlasnego zdania a jesli mialam, to nie chcialam go wyrazac po to, zeby a) nie psuc atmosfery b) nie wychylac sie.
teraz nabralam troche krzepy, i juz sie tak swiata nie boje. rownolegle z tym procesem zaczynam miec wlasne zdanie na rozne tematy; przy czym zauwazam, ze czasami to zdanie bywa oryginalne lub przynajmniej niecodzienne. ale mimo to wyrazam swoja opinie, starajac sie (niemalze obsesyjnie; cenna umiejetnosc zdobyta na studiach), nie oceniac. pozostac mimo wszystko na poziomie dystansu. nie wdawac sie w klotnie i dyskusje z furiatami, ktorzy o wszystkim wiedza najwiecej i zawsze maja racje.

ostatnio wciaz zbieram za to becki - nie wiadomo dlaczego nagle zaczeli pisac do mnie rozni ludzie, mniej lub bardziej mi znani, i pytac sie mnie o zdanie w rozmaitych sprawach lub tez komentowac to, co ja pisze. prawdopodobnie widmo ksiazki tak na nich dziala; przyciagam problemy jak swiatlo cmy. do tego wniosku dochodze, kiedy probuje dac jakis komentarz albo cokolwiek wyjasnic, a tu nic - betonowa sciana i tyle. pogladowy beton z ktorym nie da sie pogadac, i ktory pisze np. po to, zeby "sprowadzic mnie" na dobra droge lub "pokazac mi" ze nie jest tak jak mysle.
do jasnej cholery, ludzie.

normalnie bym sie nie przejela, to znaczy szybko by to po mnie splynelo, ale ostatnio takich zdarzen jest sporo. dlatego mysle ze to wina ksiazki. ogolnie wydawanie ksiazek wydawalo mi sie fajne i mile, ale chyba najlepiej bedzie zaczac wydawac pod pseudonimem, wtedy bede miala spokoj - na mailu, na facebooku i w zyciu.

sobota, 7 maja 2011

JA WIEM JAK TO JEST

jak sie nie pisze na blogu regularnie to potem nikt na niego nie zaglada. wiem, ze tak to jest i juz.
a ja az ciezko sie przyznac ale o blogu zapomnialam.
przez ostatnie tydzien-dwa, po prostu pracowalam jak dzika kuna. niesamowite, ze naprawde zmiana pracy to byl DOBRY POMYSL. abstrahujac od dupkow z ktorymi mam do czynienia, na szczescie nie bezposrednio, abstrahujac od rozmaitych utrudnien, problemow. dopiero co sezon sie zaczal, a ja wiem, ze bylo warto. znow czuje wiatr w zaglach, euforie, podniecenie, ze dzieje sie cos nowego a jednoczesnie znanego. ze to moja dotychczasowa praca ale w innej wersji.
no i ci cudowni chlopcy z ktorymi pracuje. B, jego najmlodszy brat - nasza cudna trojca. jest wesolo milo i przyjemnie. bezkonfliktowo, bo to w koncu rodzina. nie ma stresu. naprawde dobrze sie tu bawie i wszyscy ktorzy nas w biurze odwiedzaja.

jest w porzadku, naprawde. i oby tak dalej.