sobota, 7 stycznia 2012

A DZIEŃ DOBRY

Już kompletnie zapomniałam o tym blogu, i nagle w skrzynce powiadomienie. Ktoś dodał komentarz pod ostatnią notką. Ostatnią notką? Lipiec 2011?
No ładnie.

Czy można wyrosnąć z pisania bloga? Bo że z pisania nie wyrosłam, tego jestem pewna. Wciąż tak samo egocentrycznie, rozlaźle, niekonkretnie, ale piszę. I pisać będę, bo jak to określiłam podczas którychś z kolejnych moich 18-tych urodzin, jestem pisaniem.

No i jest. Nie wiedzieć kiedy jest moja książka. Jest w Empiku (czasami tylko jedna sztuka, ale jest). No może nie tylko moja, bo w końcu napisałam ją pół na pół z A. Ale liczy się do dorobku. W pełni zasłużyłam sobie na nią, zapracowałam, wraz z A. właśnie, mimo że tyle razy już odpuszczałyśmy.

Mam też już za sobą pierwsze spotkanie autorskie (beznadziejne ze strony organizacyjnej, ale miłe od strony takiej... ludzkiej). Za tydzień będę po kolejnych trzech, i przed jeszcze jednym.

No ładnie. Narobiło się.

W związku z tym, i tym, że zmieniłam pracę, przeszłam na swoje, że otworzyłam firmę wraz z facetem, choć zawsze mi się wydawało, że to fatalny pomysł, w związku z tym, że nawet trochę udało mi się zarobić (więcej niż dotychczas), uważam że rok 2011 można zaliczyć do naprawdę DOBRYCH.

A że jest to drugi rok od skończenia trzydziestki (to znaczy pierwszy, zależy jak liczyć... khe khe), to myślę, że ogólnie trzydziestka jest fajna.
Sama nawet czuję się lepiej. Tak ze sobą. Co prawda mam wrażenie, że z roku na rok robię się coraz wredniejsza, coraz pewna siebie, coraz bardzej pyskata, coraz bardziej niezależna i przemądrzała, co na pewno osiągnie apogeum w wieku emerytalnym (a, to ja będę w wieku emerytalnym? przecież nie odkładam nawet na emeryturę). Ale, do jasnej, cholery, tak mi z tymi cechami dobrze! Wreszcie czuję się swobodnie, mogę gadać z kim chcę, robić co chcę, czuję się tak przyjemnie WOLNA!

Pewnie dlatego nie chce mi się pisać na blogu. Jednak tamten blog to już prawie praca, więc do niego się mobilizuję. Kreuję swój publiczny profil, staram się, kombinuję, tak żeby było jednocześnie po mojemu, a spójnie z pracą, żeby ludzie byli po mojej stronie, co przełoży się na biznes, na zadowolenie z życia, na popularność w pozytywnym słowa znaczeniu. I sprawia mi to przyjemność. Miło być lubianą, choć ma to swoje minusy. Ale o tym kiedy indziej.
W każdym razie, o czym to ja... dlatego już nie chce mi się pisać tutaj. To znaczy chce, ale czuję, że nie mam o czym pisać. W końcu wszystko dobrze się układa, więc po co? Stany pozytywne nie są atrakcyjne do czytania, raczej. A o swoim byciu za granicą i zmienianiu stanów świadomości powinnam pisać drugą książkę.
Ale... może zamienię tego bloga na FOTO bloga? Oto moja nowa pasja. Niektórych jara nowa para butów, a mnie jara nowy obiektyw. Oj, jaki on jest fajny. I niedrogi! Tym bardziej cieszy!
Tym bardziej że mam problem z samodyscypliną. Jak widać. I oddzielaniem ziarna od plew. Dobrych zdjęć od złych. Sorry, w tym wieku to już powinnam to umieć.

To raz.
A dwa. Robię teraz porządki. Zawsze jak jestem w Polsce. Doprowadziło to do wymyślenia nowej idei facebookowej z której jestem bardzo dumna. Widzę że mam jakieś tendencje w kierunku działań społecznych oddolnych, nieformalnych. Oh, ale mnie to kręci. I sama mam swoje własne działanie.
No i pozbyłam się tym sposobem rozmaitych gratów z domu, czuję się jakby lżej. Ale to dopiero początek. Idę w kierunku coraz mniej i mniej. Coraz więcej w głowie, w myślach, wrażeniach, i coraz mniej w rzeczach. Co nie jest łatwe, jak się choruje na zakupoholizm. Ale poradzę sobie z tym. Już sobie radzę jakoś.


I tak sobie czas leci. Pewnie tu wrócę za jakiś czas z fotoblogiem. To będzie mój kolejny etap porządkowania. Trzeba bowiem poukładać swój wirtual. Real jest w porządku już.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz