środa, 27 lipca 2011

ksiazka

A tak poza tym to wydalam ksiazke. Nie wiem czy wiecie. Nie wiem czy w ogole tu jestescie - w koncu tak dawno nie pisalam. Nie mialam glowy, sily, czasu.
Wydalam ksiazke w Polsce, wiec jeszcze jej nie czytalam - bo jestem tu. Wydawca wyslal mi troche egzemplarzy, zebym mogla sprzedawac na miejscu - bo jednak ksiazka opowiada o kraju na T. ,w ktorym teraz sie znajduje. A moi klienci pytaja.

No i fajnie jest, bo to tak, jakby po 2-letniej ciazy poczetej wraz z inna kobieta narodzilo sie pierwsze dziecko. Najwyrazniej moje zanikle instynkty macierzynskie wole realizowac wlasnie w takiej formie.

I teraz mam pielgrzymki ludzi po autograf. Pani z radia chce zrobic z nami wywiad. Ladnie sie podpisywac jeszcze nie nauczylam. Nie przyzwyczailam sie tez do tego, ze "srodowisko" tutejsze zna mnie z tamtego bloga i ksiazki, i ze powinnam troche bardziej reprezentacyjnie wygladac. A ja to potargana, spocona, w starych okularach - niewylansowana, normalna, zwyczajna, klasyczna ja.

Generalnie rzecz biorac zachowuje sie, jakbym miala wszystko w dupie, a tak nie jest. Tylko ze nie potrafie sie nagle przestawic na inne myslenie. Za bardzo przyzwyczailam sie do wygody.

Chociaz sa jakies zmiany: wywalilam 2 reklamowki ubran (to jest przekazalam dla potrzebujacych), kupilam kilka nowych, a po sezonie planuje laserowa korekte wzroku. Krotko rzecz ujmujac - to i tak rewolucja. Albo raczej ewolucja - postepuje powoli, ale postepuje.
I moze kiedys bede wreszcie wygladac jak czlowiek, a nie jak typowa autorka ksiazki, blogowiczka, kulturoznawca.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz