Z racji mieszkania za granica status i ilosc moich najblizszych przyjaciol i przyjaciolek nie zmienia sie. Po pierwszych wahaniach wszystko przebiega po staremu. Zawsze w najwiekszych problemach i w najmniejszych bzdurkach biegne do tych samych osob (nawet wirtualnie) i wiem, ze one moga przybiec do mnie (mam nadzieje ze zdaja sobie z tego sprawe). W tej sytuacji tu na miejscu w kraju na T. czuje sie czasami samotnie w tej kwestii. Chcialoby sie po prostu wyjsc na piwo a nie ma z kim.
Ale.
Zauwazylam pewna tendencje; przyczepiaja sie do mnie kolezanki, satelitki. Raz jako efekt jakiegos przypadku, i potem staje sie nieodlaczna. Powierza mi swoje sekrety, prosi mnie o rade; na ogol jest mlodsza o pare lat i poczatkujaca w branzy. Ja ta dziewczyne otaczam opieka, mimo trzymania na dystans, jak to mam w zwyczaju, ona uparcie sie do mnie przywiazuje. Tlumacze jej kulturowe zawilosci, ba, nawet daje jej prace, w koncu ona szuka pracy - i tak sobie egzystujemy. Ja mam namiastke przyjaciolki, ktorej moge troche pobreczec jak mam ochote, ale nigdy nie mam do niej pelnego zaufania, bo nigdy to nie jest dokladnie typ mojej przyjaciolki, ani moj klimat "zyciowy". Zawsze czegos brakuje, no ale po prostu sie nie narzeka, tylko bierze sie, co los daje ;)
I tak sobie w symbiozie zyjemy pare miesiecy, czasem wiecej, czasem mniej.
A potem kolezanka satelitka podrasta w piorka, nabiera doswiadczenia, poznala wiecej ludzi, zarobila wiecej pieniedzy. I juz mnie nie potrzebuje, odlatuje sobie na inna planete, do innej znajomej, a mnie zostawia sama, zapominajac kompletnie o moim istnieniu, i tak sobie zyje, dopoki nie przyczepi sie do mnie znow jakas panienka.
Nie mam zalu, bron boze. Nawet mi tak wygodniej. Nie musze sie w nic angazowac, nie musze na sile byc mila, a na dodatek moje ego laskocze fakt, ze ktos mnie uwaza za osobe godna zaufania i niemalze nauczycielke-guru.
Poza tym nie zagraza to moim kontaktom w Polsce. Chyba nigdy nie zdarzy sie tutaj, ze poznam kogos, kto przeskoczy moje istniejace przyjaznie; za wielka konserwa jestem, za bardzo przywiazuje sie do ludzi, ktorych znam od lat, i ktorzy wiedza o mnie wszystko. Nie potrafilabym zaufac tak samo komus, kogo znam od paru tygodni. Poza tym potrzebna jest ta rockowa dusza, ktorej nie posiadaja osoby tu mieszkajace. Taki klimat chyba.
Dotarlo do mnie po prostu, ze to sie tak toczy i toczyc bedzie. Taka specyfika. Przyjazn na odleglosc, pseudo przyjaznie na wyciagniecie reki, wciaz to samo dawanie porad i bycie guru dla satelitek. I taka swoista odmiana samotnosci.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz