piątek, 22 kwietnia 2011

all of the lights

zasmarkana siedze w domu i zastanawiam sie czy co ja tu w ogole robie. nie sadzilam ze tak bedzie - nie przypuszczalam, ze zmiana pracy tak bardzo obciazy mnie psychicznie. to nie o to chodzi, ze wlasna firma - akurat najmniejszy problem, bo do wlasnych indywidualnych dzialan juz sie przyzwyczajam od lat. chodzi o to srodowisko, o to otoczenie, o kolesi z brzuchami i przybrudzonymi koszulami, z dwudniowymi zarostami i wiejskim akcentem, ktory w tej miejscowosci w tym kraju rzadza w tej branzy. pala papierosy w samochodach, wciskaja przeklenstwa co drugie slowo, i uwazaja sie na najwiekszych przystojniakow i zawadiakow w miescie.
co za kurwa tupet.

denerwuje mnie ze nie ma tutaj porzadnych interesow (albo ja ich nie widze), ze wszystko jest krecone na znajomosciach, na dlugach, na jakichs umowach na krzywy ryj. ja ze swoim konserwatyzmem i sztywniactwem kompletnie sie w tym nie odnajduje. mozna sie bylo tym bawic, z tego smiac, i pisac piekne rozdzialy do ksiazki, ale siedziec w tym po uszy na serio to co innego.

nigdy moim marzeniem nie bylo pracowanie z takimi ludzmi, co moze zalatuje jakims elitaryzmem, ale pierdole i powiem - tak, nie po to konczylam studia z pieprzonym wyroznieniem zeby teraz pracowac z debilami po podstawowkach, ktorych jezyka musialam sie nauczyc, bo inaczej nie ma sie jak dogadac.

a moze po prostu jestem pijana, zmeczona, mam pmsa i chwilowy kryzys. pewnie tak jest wlasnie.
nie zmienia to faktu ze lzy mi plyna jak glupie, i zupelnie nie wiem co ze soba zrobic.

zupelnie juz stracilam sens tego wszystkiego.


ps. a do tego w tym kraju blogger nie dziala wiec ani nie zagladam ani nie pisze ot tak, bo do tego potrzeba otworzyc specjalny program, ktory zamula internet, i zalogowac sie na ip amerykanskim. co za cholerny kraj.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz