No i proszę, dokładnie miesiąc po moich trzydziestych urodzinach zostaję ciocią. Okay, może nie taką oficjalną, bo to przecież nie mój mąż a chłopak, ale i tak wszyscy nazywają go moim mężem. Poza tym nie pierwszy raz ciocia, w końcu troje mojego kuzynostwa ma już dzieci.
Ale i tak są emocje, bo to pierwsze dziecko tutaj, na gruncie kraju na T. Trzeba się teraz będzie uporać z tymi wszystkimi lokalnymi obyczajami, kulturowymi różnicami i innymi tego typu wesołymi historiami z którymi mam do czynienia prawie każdego dnia.
Samym dzieckiem nie będę się musiała przejmować, bo generalnie nie robią na mnie mniejszego wrażenia. Szczególnie noworodki. Będę, jak zwykle, udawać zachwyt ;)
Wracając do uporania się, to oczywiście, jak to ja, wciąż nie pozbyłam się jakiegoś kompleksu, że muszę wszystko robić prawidłowo, zgodnie z panującymi zwyczajami. Już nie mówiąc o samym języku - teoretycznie moje otoczenie mogłoby całować mnie po rączkach, bo tak dobrze znam język i mogę ze wszystkimi nie znającymi angielskiego się dogadać. A jednak jest typowy dla mnie absurdalny kompleks, że nie mówię jak rodowici ludzie z T.
W każdym razie, pomińmy to, zostałam ciocią.
Aha, dorobiłam się kataru siennego czy też alergii na roztocza. Podpowiedział mi doktor Google i bystre koleżanki. Ależ się wściekłam. Nigdy nie miałam na nic alergii. A po trzydziestce - pach - i się zaczynają hocki. Trzeba będzie teraz prać zasłony i kołdry i nie wiem co jeszcze.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz