poniedziałek, 7 lutego 2011

...and your sister I think her name is debra

podejrzewam, że dużo ludzi uzależnionych od muzyki tak ma, ja mam zawsze. kiedy zdarzy mi się coś smutnego (czyli np. w dawnych czasach jak się okazało, że chłopak w którym się kochałam miał dziewczynę - coś w ten deseń), lubię pławić się w tym smutku, zwielokratniać do go potęgi, rozdmuchiwać. na kilometr śmierdzi to emocjonalną niedojrzałością ale nie o tym chciałam. efekty są czarujące: cały schrzaniony wieczór, wino, tonięcie we łzach i inne takie, a potem cudowne oczyszczenie, nirwana, jak tam zwał. i następnego dnia można już funkcjonować, jakby świat się wcale nie skończył. do tego celu służy mi zawsze muzyka własnie, czyli następuje mało produktywna akcja pod tytułem: szukamy na kompie najsmutniejszych, najbardziej rozdzierających i najbardziej znaczących jeśli chodzi o tekst piosenek na świecie. i już mamy cały wieczór i połowę nocy z głowy.

ponieważ mieszkam teraz w kraju, gdzie jest dużo słońca, zauważyłam wyraźne zmniejszenie stanów tak zwanych chybotliwo-depresyjnych, w które wcześniej wpadałam bardzo często. poza tym ustabilizowały mi się plany życiowe, nie mówiąc już o stałym boyfriendzie. niedojrzałośc emocjonalna jakby się zmniejszyła (a może pod wpływem słońca tak mi się tylko wydaje). jeśli jest się czym martwić to raczej tak chronicznie (typu: brak pieniędzy i tak dalej) , więc rzadko wpadam w tak zwane doły, no, najwyżej z okazji PMSa.

do czego zmierzam. od jakiegoś czasu zdarza mi się, kiedy dostanę jakiegoś dobrego newsa, dokładnie tak się nad tym faktem pastwić, jak wcześniej nad złą wiadomością. zamiast ruszać w podskokach do roboty (w końcu projekt umowy od wydawcy wprost zachęca do zakasania rękawów), spędzam 5 (słownie: pięć!!) godzin przy kompie, wyszukując najbardziej skoczne, wesołe i optymistyczne piosenki na świecie, a potem potrząsam włosami w ich rytm. kiedy składy piosenek się wyczerpią przechodzę do internetu wyszukiwać teledyski tych kawałków, których w zbiorach nie posiadam. robi się z tego niezłe zamieszanie, zaczynam się coraz bardziej zapętlać i zapętlać w tą gęstwinę rozmaitych dźwięków, i tak jak kiedyś z każdym utworem z masochistyczną przyjemnością schodziłam stopień niżej w kierunku otchłani rozpaczy (copyright by Ania Shirley), tak teraz wskakuję coraz wyżej i wyżej, doprowadzając się do radości niemalże absurdalnej. do głupawki już tylko krok.

aktualnie zapodaję sobie pink "feel good time" naprzemiennie z "debra" becka - i już boję się co będzie dalej. chyba pora otworzyć białe wino, które czeka grzecznie na wypicie od dwóch tygodni. aha no i przydałoby się włosy rozczesać bo od tego machania nieco się... ten.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz