poniedziałek, 21 lutego 2011

poniedzialek

oto pod pretekstem zarobienia paru groszy zgodziłam się pouprawiać mój dotychczasowy zawód, z którego oficjalnie już zrezygnowałam. jestem na zastępstwie. nie jest łatwo po paru miesiącach lenistwa wstać nagle o 7 rano i harować do 19. i następnego dnia znów. nogi spuchnięte od godzin spędzonych w autokarze i na lotnisku. wciąż głodna, bo zdecydowanie więcej kalorii spalam teraz niż w pozycji leniwca. dni szybko mijają i na nic nie ma czasu. po powrocie do domu żeby odreagować (bo bez stresu i problemów się nie obyło) zamiast zamówić sobie pizzę na telefon stałam 3 godziny przy garach na zasadzie: "o, co tam w lodówce? no to ugotujmy coś z tego co by się nie zepsuło". faktycznie gotowanie mnie zrelaksowało, ale jak potem wzięłam prysznic i padłam przed tv, to byłam już praktycznie martwa. nie było jak ze mną nawet pogadać, spałam z otwartymi oczami.
i to jest życie? wierzyć się nie chce, że żyłam tak miesiącami.  nie wiedząc co się dzieje na świecie i u znajomych, nie pisząc, nie czytając, nie podróżując, jedząc byle co, nie myśląc o niczym poza pracą. nawet sny miałam na temat moich turystów-podopiecznych. jeszcze żeby ktoś to doceniał! no ale - właśnie. wiem aż za dobrze, co się "gada" na temat tego zawodu. od szefa aż po osoby, którym poświęcasz swój czas - nikt nie traktuje twojego zajęcia serio, włącznie z kwestiami finansów i ubezpieczeń.
jak dobrze, że to tylko na parę dni i w sobotę po południu znów będę wolnym człowiekiem. wolnym w pełnym tego słowa znaczeniu, totalnym fri lanserem. teraz ta wolność dopiero do mnie dociera. jak ona smakuje, jak ona pachnie! o żesz w mordę, jaka ekscytacja, a to dopiero początek!!

dziś dla urozmaicenia wolne, co odpowiada mi niezmiernie, w końcu jest poniedziałek. w poniedziałki mieć wolne to jak mieć wolne dwa razy. leniwe śniadanie z facetem, papierosek i kawka, nogi na stole i komputer. nie trzeba robić nic. na dodatek odkryłyśmy z A., że wydawca umieścił notkę o naszym dziele na swoim blogu, a to nadaje książce wymiarów realności (tak jakby podpisana umowa nie nadawała).

jest więc dziś zdecydowanie poniedziałek poniedziałków. aż mnie przechodzą dreszcze z radochy.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz